dnd, d&d dungeons and dragons
 
Galaktyczna Rodzina: pochodzenie ludzkości, gwiezdne istoty, ezoteryka, cywilizacje, Atlantyda, Mu, Hyperborea, Plejadianie, Lirianie, Reptoidy, Gadoidy, Maldek, Nibiru, Tiamat, Annunaki, Marduk, Enki
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d MENU dungeons and dragons
 
Strona Główna ˇ Artykuły ˇ Download ˇ Forum ˇ Linki ˇ Kategorie Newsów
 
isa, dnd.rpg.info.pl

dnd, d&d
Nawigacja
dungeons and dragons
 
Strona Główna
Artykuły
Download
FAQ
Forum
Linki
Kategorie Newsów
Kontakt
Galeria
Szukaj
google76c3a92087aca061.html
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Online
dungeons and dragons
 
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 298
Najnowszy Użytkownik: Joshdut
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Statystyki
dungeons and dragons
 
statystyka Check Google Page Rank
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Pusta Ziemia i puste planety
dungeons and dragons
 
Wprowadzenie



Wewnętrzne słońce pustej Ziemi

Właściwie miało nie być tego artykułu…
Jednak problem by pozostał i powracałby przy lada okazji. Mam tu na myśli teorię pustych planet oraz pustej wewnątrz Ziemi.

Opisując w rozdziałach mojej książki „Galaktyczna Rodzina – czyli Bardzo Starożytna Historia Ludzkości”, Marsa, Malonę czy umierający świat Szarych i planetę Aremo z systemu Syriusza, bezpiecznie nie rozwijałem tematu wypalających się słońc, które według ezoterycznych przekazów kończyły swoje życie wewnątrz tych zamieszkałych globów. Do końca nie mogłem zrozumieć tego zjawiska i pomijałem jego wyjaśnienie. Z biegiem czasu czytając różne źródła poruszające ten temat, zacząłem nabierać przekonania o możliwości istnienia takiej wewnętrznej struktury niektórych planet, a także dopuszczać do myśli teorię pustej Ziemi. Mimo, że do końca nie jestem przekonany o prawdziwości tego zjawiska, doszedłem do wniosku, że trzeba je opisać, aby nie wylać tzw. „dziecko z kąpielą”. Może hipotezy pustej Ziemi i pustych planet nie do końca są dokładne, ale mogą w sobie zawierać jakąś prawdę, którą nie wolno nam zignorować z powodu skrajnego sceptycyzmu.

Według jednej z wersji teorii o pustych światach, w środkach Ziemi i innych planet, znajdują się tzw. wewnętrzne słońca – inner suns, które dają ciepło i światło istotom żyjącym wewnątrz tych ciał niebieskich.

Jak może być zbudowane takie wewnętrzne słońce i w jaki sposób może ono wytwarzać energię, czyli ciepło? Czy w świetle dzisiejszej nauki jest możliwa taka struktura wewnętrznej budowy planety oraz życie w jej wnętrzu?

Georeaktor jądrowy we wnętrzu Ziemi


Być może żyjemy na obudowie bezpieczeństwa największego reaktora jądrowego. Wewnątrz Ziemi, około 6 tys. km pod naszymi stopami, ma znajdować się zbita kula rozszczepiających się atomów uranu, której średnica wynosi ponad 8 km.”

Przerażające…?
Jeżeli to prawda, będziemy mieli do czynienia z największym wydarzeniem od czasu odkrycia tektoniki płyt, uważają niektórzy geofizycy.

„W ten sposób planety produkują energię, nic w tym nadzwyczajnego” - zapewnia J. Marvin Herndon, pomysłodawca koncepcji georeaktora.
„We wnętrzu Ziemi od 4,5 mld lat hula w najlepsze reaktor jądrowy”, twierdzi ten amerykański geochemik.

Najbardziej przerażające w tych pomysłach jest to, że teoria georeaktora przekreśla wszystkie ustalania osiągnięte do tej pory przez geofizyków. Od ponad sześćdziesięcioleci wnętrze Ziemi, według oficjalnej nauki stanowiła kula żelazo-niklu. Ta zestalona bryła dorównująca rozmiarowi naszego Księżyca ma stanowić jądro naszego globu, zanurzone w ciekłej mieszaninie żelaza i niklu, czyli w jądrze zewnętrznym.

Marvin Herndon twierdzi, że od 4,5 mld lat we wnętrzu Ziemi jest bez przerwy wytwarzana energia. We wnętrzu Ziemi zachodzi zjawisko rozszczepiania uranu i plutonu, a lekkie produkty tej reakcji są wypychane z czeluści planety. Natomiast ciężkie izotopy nie są w stanie wydostać się ze środka georeaktora do jądra zewnętrznego. Dowodem na tą teorię jest skład izotopowych bazaltów u wybrzeży Islandii i wysp Hawajskich. Bazalty są skałami wulkanicznymi wyrzuconymi z głębin planety, które mogą pochodzić z granicy zewnętrznego jądra Ziemi. Zawierają one izotopy helu-3 i helu-4. Izotop He 4 jest produktem naturalnego rozpadu toru i uranu, ale obecność izotopu He3 stanowi zagadkę.

Hel 3 może tylko powstać w jeden sposób…
Jest on produktem rozszczepienia i nikt nie wie, jakim sposobem znalazł się we wnętrzu Ziemi…

Krzemiany z promieniotwórczym uranem i z ołowiem, według ortodoksyjnych geologów, są za lekkie, aby znalazły się we wnętrzu płynnej Ziemi. Nie opadają w głąb planety dalej niż do płaszcza Ziemi.

„A więc koncentracja izotopów ciężkich w samym centrum planety nie wydaje się możliwa” - twierdzi Bruce Buffett, geofizyk z University of British Columbia.

Ale czy na pewno?
Herndon się z tym nie zgadza i argumentuje swoją teorię w następujący sposób:

„Od około 1940 roku uważa się, że Ziemia jest podobna do pewnego typu meteorytów, tzw. chondrytów. Spora część geofizyki opiera się na tym założeniu. Tymczasem ja od 35 lat publikuję dowody na to, że Ziemia ma więcej wspólnego z o wiele rzadziej spotykanymi chondrytami enstatytowymi" - mówi w czasopiśmie popularno-naukowym „Wiedza i Życie".

Po jednej z opublikowanych na ten temat prac dostał list od niekwestionowanego autorytetu wśród geofizyków, pani Inge Lehmann:

„Podziwiam pańską precyzję oraz siłę argumentacji opartą na dostępnych informacjach” – napisała.

Chondryty to bardzo stare kawałki skalne i dlatego oficjalna nauka twierdzi, że odzwierciedlają one stan Układu Słonecznego z bardzo wczesnej fazy jego rozwoju.
Herndon uważa jednak, że:

„…warunki, w jakich te skały powstawały, były inne niż te, które panowały na Ziemi.”
Chondryty enstatytowe powstawały w środowisku znacznie uboższym w tlen niż zwykłe chondryty i dlatego są takie jak wewnętrzne planety Układu Słonecznego - w tym Ziemia. Tak się składa, że w chondrytach enstatytowych uran jest bardziej skoncentrowany niż w zwykłych chondrytach. W środowisku bogatym w tlen pierwiastki takie jak uran rzeczywiście wiążą się z krzemianami w lekkie kompleksy, ale to się drastycznie zmienia, gdy brakuje tlenu. Wtedy widać, że uran - jako ciężki - skoncentrowałby się w samym środku Ziem”
.

Obliczenia Herndona wykazują, że 64% całego uranu, który "przypadł" Ziemi w początkach jej formowania, znalazło się w samym jej środku, czyli wystarczająca ilość aby zainicjowała się reakcja jądrowa. Z dalszych wyliczeń tego naukowca wynika, że na początku rdzeń georeaktora, miał średnicę 14 km. Do tej pory wypalił on swoje „paliwo” w 75% i jeszcze powinien działać przez następne 2 mld lat.
Herndon wyjaśnia także, w jaki sposób georeaktor sam potrafi regulować swoją moc:

„Rozszczepienie pojedynczego atomu uranu rozpoczyna się wchłonięciem neutronu. Im neutronów więcej, tym więcej atomów może ulec rozszczepieniu. Skąd w sercu Ziemi biorą się neutrony? Każdy akt rozszczepienia oznacza ich emisję. Reakcja rozszczepienia mogłaby więc ciągle narastać, gdyby wszystkie neutrony trafiały w atomy izotopu rozszczepialnego. Jej tempo ograniczałaby jedynie liczba atomów pierwiastka rozszczepialnego. Z kolei gdyby wszystkie neutrony wyłapywać, reakcja rozszczepienia natychmiast by ustała. W elektrowni atomowej tempo zachodzenia reakcji, a więc liczba rozszczepień przypadających na jednostkę czasu, jest regulowane przez pręty z materiału pochłaniającego neutrony wprowadzane do rdzenia reaktora lub z niego wyciągane. Jak ten mechanizm miałby działać w georeaktorze?"

„…Produkty rozpadu uranu absorbują neutrony, a to spowalnia reakcję. Z definicji produkty rozszczepienia są jednak lżejsze niż izotop wyjściowy, a to oznacza, że "wypływają" z jądra Ziemi w kierunku warstw zewnętrznych."

„…Po chwili liczba wyłapujących neutrony produktów rozszczepienia będzie na tyle mała, że reakcja znów ruszy z kopyta. I historia się powtórzy, bo wraz ze zwiększeniem tempa procesu wzrośnie także liczba wyłapujących neutrony produktów."

To właśnie te wahania mocy georeaktora mogą według Herndona tłumaczyć obserwowane zmiany pola magnetycznego Ziemi.

„Zarówno małe wahania natężenia pola, jak i zamiany biegunów można jednak zrozumieć, przyjmując, że we wnętrzu Ziemi działa reaktor. Produkowane przez niego ciepło wprawiałoby w ruch naładowane elektrycznie cząstki, a te byłyby źródłem pola magnetycznego. Moc georeaktora, a więc i natężenie oraz kierunek pola magnetycznego, jest jednak zmienna w czasie. Ta zmienność może, ale nie musi być cykliczna - dokładnie jak obserwowane zmiany ziemskiego pola magnetycznego! Z kolei w przypadku teorii z twardym jądrem z zastygłego żelaza taką cykliczność trudno zrozumieć, twierdzi Herndon. Zaznaczmy tutaj, że choć zrozumieć to rzeczywiście trudno, jednak zrobić się da. Naukowcom sprawdzającym koncepcję dynama za pomocą symulacji komputerowych udało się bowiem "przebiegunować" pole magnetyczne Ziemi.”

Po przyjęciu pomysłu isniejącego wewnątrz Ziemi czynnego georeaktora nasuwają się pytanie, kiedy powstał i kiedy rozpoczą swoją działalność?
Jeśli po rozbiciu planety Tiamat, powstały z niej kawałek na wskutek wirowania zaczął przybierać kulistą formę, wtedy to na wskutek grawitacji, pierwiastki promieniotwórcze jak uran i może pluton zaczęły się gromadzić w środku półpłynnego wnętrza tej bryły. Po osiągnięciu pewnego krytycznego poziomu georeaktor wystartował, aby rozpocząć produkcję ciepła na okres kilku miliardów lat. Ziemia w tym okresie zaczęła puchnąć i dryf kontynentów doznał przyspieszenia, a wewnątrz planety utworzyła się pusta przestrzeń. Siła odśrodkowa wirującej Ziemi dokończyla dzieła ustalenia wewnętrznego świata.

Ale czy to tylko dotyczy naszej Ziemi?
Wnioski z tego rozumowania podpowiadają, że może to być prawdziwe dla planet całego Wszechświata…

Przygoda Olafa Jansena


Pewien młody Szwed poszukający przygód, w wieku 19 lat wyruszył 3 kwietnia 1829 roku wraz ze swoim ojcem w niezwykłą podróż na pokładzie żaglowego statku rybackiego. Nazywał się Olaf Jansen i opuścił Sztokholm na pokładzie żaglowego statku rybackiego 3 kwietnia 1829 roku. Popłynęł razem z ojcem na południe między wyspami Gotlandią i Olandią, a potem przez cieśninę oddzielającą Szwecję od Danii. Po krótkim postoju w Kristiansand na wybrzeżu Norwegii, obaj skierowali się na północ, mijając Lofoty, zanim zatrzymali się w najdalej wysuniętym na północ porcie, Hemmerfesf. Po zaopatrzeniu się w prowiant, ojciec i syn pożeglowali na Spitzbergen, gdzie po raz pierwszy ujrzeli kilka olbrzymich gór lodowych, po czym 23 czerwca bezpiecznie zarzucili kotwicę w Zatoce Wijade. Tam z powodzeniem łowili ryby przez kilka dni, a następnie ruszyli dalej przez Cieśninę Hinlopen w stronę Ziemi Franciszka Józefa.
A oto spisana relacja przez Olafa Jansena:

Przez kilka dni płynęliśmy wzdłuż skalistego wybrzeża Ziemi Franciszka Józefa.
Wreszcie zerwał się przychylny wiatr, który umożliwił nam dotarcie do West Coast i, po całodobowej żegludze, dopłynęliśmy do jakiejś pięknej zatoczki. Nie chciało nam się wierzyć, że znajdujemy się tak daleko na północy. Część tego miejsca pokrywała bujna roślinność, a tamtejsze powietrze było ciepłe i spokojne. Naprzeciwko nas, bezpośrednio na północy, rozciągało się otwarte, nie zamarznięte morze.
Mój ojciec żarliwie wierzył w Odyna i Thora i często mawiał do mnie, że byli to bogowie, którzy przybyli z daleka, "spoza Wiatru Północnego". Tu wyjaśnił, że istnieje tradycja, według której jeszcze dalej na północy znajduje się kraj piękniejszy od wszystkiego, co widzieli śmiertelni ludzie. Jego zapał, żarliwość i religijna gorliwość pobudziły moją młodzieńczą wyobraźnię i zawołałem: "Dlaczego nie mielibyśmy popłynąć do tego kraju? Niebo jest czyste, wiatr przyjazny i morze wolne od lodu". Jeszcze teraz widzę przyjemne zaskoczenie, jakie odmalowało się na jego obliczu, gdy odwrócił się do mnie i zapytał: " Mój synu, czy chcesz popłynąć ze mną i zbadać nieznane ziemie? Popłynąć tam, dokąd nie dotarł żaden człowiek?" Odpowiedziałem twierdząco. " Doskonale - odrzekł. Oby chronił nas bóg Odyn!" i szybko ustawiwszy żagle spojrzał na nasz kompas, zwrócił dziób statku na północ w stronę otwartego przesmyku i nasza podróż się rozpoczęła.


Przez trzy dni żaglowiec płynął na północ, aż Olafa wyrwał ze snu gwałtowny sztorm i wołanie ojca o pomoc w zwinięciu żagli. Młody mężczyzna wspominał po latach, że:

"wszędzie wokoło otaczała nas gęsta mgła, czarna jak egipska noc, a w górze biała niczym para wodna; w końcu straciliśmy ją z oczu, gdyż wtopiła się w wielkie białe płatki padającego śniegu."

Kiedy ojciec i syn szamotali się z żaglami, statek kołysał się na wszystkie strony, jakby znalazł się w środku wiru. Trwało to trzy godziny, aż przemoczeni do suchej nitki i wyczerpani rybacy znaleźli się na spokojnych wodach. Kiedy oglądali łódź w poszukiwaniu uszkodzeń, Olaf nagle zauważył w górze jakieś niezwykłe zjawisko:

Promienie słońca padały ukośnie, jakbyśmy znajdowali się gdzieś na półkuli południowej, a nie tak daleko na północ Słońce obracało się, kołysząc się jednocześnie, jego orbita była widoczna przez cały czas i unosiło się coraz wyżej i wyżej. Często przesłaniała je mgła, a mimo to wciąż przeświecało przez delikatne jak koronka chmury niczym zirytowane oko przeznaczenia, strzegące tej tajemniczej północnej krainy. Z daleka, na prawo od nas, odbijające się w górach lodowych promienie słoneczne tworzyły panoramę niezliczonych kolorów i kształtów, natomiast poniżej widać było zielonkawe morze, a w górze purpurowe niebo.

Kiedy Olaf przypadkiem spróbował kilku kropel wody morskiej, które spadły na jego rękę, zaskoczył go jej smak, gdyż była słodka. Po uzupełnieniu zapasów wody dzięki temu nieoczekiwanemu darowi losu, obaj mężczyźni płynęli dalej jeszcze przez kilka dni.

Któregoś dnia mniej więcej o tej samej porze ojciec zaskoczył mnie, gdyż zwrócił mi uwagę na nowy widok rozciągający się prosto przed nami, niemal na horyzoncie. "To fałszywe słońce!", zawołał." Czytałem o nich; nazywa się je odbiciem lub mirażem. Wkrótce zniknie". Ale to matowoczerwone, fałszywe słońce, jak je nazywaliśmy, nie znikało przez kilka godzin; i choć nie wiedzieliśmy, czy rzeczywiście świeci, przez cały ten czas mogliśmy omieść spojrzeniem horyzont i zlokalizować blask tego fałszywego słońca co najmniej przez 12 godzin z każdej doby. Trudno wszakże powiedzieć, że przypominało ono słońce, chyba tylko okrągłym kształtem, a kiedy nie przesłaniały go chmury lub oceaniczna mgła, miało brązową, jakby zamazaną powierzchnię,
któ¬ra zmieniała się w coś w rodzaju białej, świetlistej chmury, jakby odbijała jakieś sil¬niejsze światło spoza siebie. Wreszcie zgodziliśmy się podczas dyskusji, że to żarzące się tak palenisko słońce, bez względu. na przyczyny tego zjawiska, nie było odbiciem naszego Słońca, lecz jedną z planet - w każdym razie istniało rzeczywiście.


Kompas pokładowy również pokazywał, że dzieje się coś bardzo dziwnego.

Kompas, który mocno przywiązaliśmy do jego miejsca z obawy przed następnym sztormem, nadal wskazywał na północ i poruszał się na czopie tak, jak w Sztokholmie. Igła przestała się nachylać. Cóż to mogło znaczyć? Po wielu dniach żeglugi na pewno dawno minęliśmy biegun północny - a przecież igła nadal wskazywała na północ. Zdumiało to nas, gdyż powinniśmy byli teraz płynąć na południe.

Według opowieści Olafa Jansena przez następne piętnaście dni obaj żeglarze wyraźnie widzieli linię brzegową kilku lądów, jednych równinnych, innych zaś z łańcuchami górskimi. Wreszcie postanowili dobić do jednego z nich. Kiedy wędrowali po nieznanej ziemi, ujrzeli rwące rzeki, piękne drzewa i bujną florę bardzo podobną do tej, którą znali, ale wszystko było znacznie większe. "Słońce" znów zwróciło ich uwagę, jak wspominał później Olaf.

W międzyczasie nie widzieliśmy już promieni "naszego słońca”, znaleźliśmy jednak
"wewnętrzny" blask, bijący od matowoczerwonego słońca, które już wcześniej przyciągnęło naszą uwagę. Emitowało teraz białe światło, jak gdyby spoza dalekiej ławicy chmur naprzeciwko nas. Świeciło mocniej niż, powiedzmy, dwa księżyce w pełni w całkowicie bezchmurną noc. Po 12 godzinach ta biała chmura znikała z oczu, jakby zasłoniło ją jakieś ciało, i następne dwanaście godzin odpowiadało naszej nocy.
Mój ojciec i ja skomentowaliśmy fakt, że nasz kompas nadal wskazywał na północ, chociaż teraz już wiedzieliśmy, że przepłynęliśmy przez zakrzywienie lub skraj otworu w Ziemi i że znajdowaliśmy się daleko na południu "wewnątrz" skorupy ziemskiej, która, według naszych obliczeń, musi mieć około 482 kilometrów grubości od „wewnętrznej" do "zewnętrznej” powierzchni. Krótko mówiąc, nie jest grubsza niż skorupa jajka, tak że powierzchnia „wewnątrz" jest niemal taka sama jak "na zewnątrz ". Wydaje się, że wielka świetlista chmura lub kula matowoczerwonego ognia,którą postanowiliśmy nazwać "Zadymionym Bogiem" - ognistoczerwona rano i wieczorem i pięknie biała w nocy - zawieszona jest w wielkiej próżni "we wnętrzu" Ziemi i utrzymywana tam przez niezmienne prawo grawitacji lub jakąś odpychającą siłę atmosferyczną. W rzeczywistości "Zadymiony Bóg" jest nieruchomy i zjawisko dnia i nocy "wewnątrz" Ziemi wywołuje jej dobowy obrót wokół osi.


Według Olafa Jansena ta niezwykła, odyseja trwała sto, a może więcej dni, których nie da się opisać". W tym samym czasie w morzu, przez które płynęli, dokonały się pewne niewielkie przemiany, zmienił się też klimat:

Uznaliśmy, że nadszedł już listopad lub grudzień i wyczuliśmy, iż tak zwany biegun południowy zwrócony jest ku słońcu. Dlatego uważaliśmy, że, kiedy wydostaniemy się spod wewnętrznego blasku i ciepła "Zadymionego Boga", natkniemy się na światło i ciepło prawdziwego Słońca, docierające do otworu na biegunie południowym. I nie pomyliliśmy się.

Później statek Jansena znów pochwyciły coraz to większe fale, kiedy pchał go do przodu ciepły wiatr świata wewnętrznego. Stopniowo zdali sobie sprawę, że powie¬trze robi się coraz chłodniejsze i zauważyli na horyzoncie kilka gór lodowych.

Wkrótce znaleźliśmy się wśród ławicy kry i nie mam pojęcia, w jaki sposób nasz stateczek przepłynął przez wąskie szczeliny między nimi i nie został zmiażdżony. Kompas nadal zachowywał się równie dziwacznie i chwiał się jak pijany, gdy mijaliśmy południowe zakrzywienie lub skraj skorupy ziemskiej, tak samo jak na jej północnym odpowiedniku. Wirował, nachylał się i zdawało się, że coś go opętało.

Przez wiele dni obaj żeglarze musieli manewrować między górami lodowymi, aż wreszcie wypłynęli na otwarte morze. Jednak, kiedy wydawało się im, że są już bezpieczni, łódź uderzyła w częściowo zanurzoną w falach górę lodową. Zostali wyrzuceni za burtę. Olaf spadł, nieprzytomny, na górę lodową. Kiedy ocknął się po kilku minutach, nigdzie nie było widać jego ojca. I chociaż gorączkowo szukał wszędzie wokół góry lodowej i badał wzrokiem ocean, nigdzie nie dostrzegł ani Jensa Jansena, ani statku.
Bez prowiantu i ciepłej odzieży, Olaf Jansen przygotowywał się na śmierć. Potem nieoczekiwanie w jego polu widzenia pojawił się jakiś statek. Nie chcąc wierzyć własnym oczom, Olaf przekonał się, że jest to szkocki wielorybnik z napisaną na burcie nazwą "Arlington". Później miał się dowiedzieć, iż statek ten wypłynął we wrześniu z Dundee, by łowić wieloryby wokół Antarktydy. Wymachując rękami Olaf zdołał zwrócić uwagę załogi i pół godziny później był już bezpieczny na pokładzie. Kapitan wielorybnika, Angus MacPherson, okazał się miłym, choć upartym, starym wilkiem morskim. Nie znosił jednak opowieści, które uważał za czystą fantazję.

"Kiedy spróbowałem mu powiedzieć, że przybyłem «z wnętrza» Ziemi, kapitan i mat spojrzeli po sobie, pokiwali głowami i nalegali, żebym położył się na koi pod ścisłym nadzorem lekarza okrętowego"
, wspominał Olaf Jansen.

Po dłuższym odpoczynku i spożyciu kilku smacznych posiłków rozbitek postanowił nie opowiadać więcej o swoich przeżyciach.
Minął rok, zanim Olaf Jansen dotarł w końcu do swego domu w Sztokholmie. Tam dowiedział się, że jego matka zmarła podczas, gdy on podróżował z ojcem. Młodzieniec po raz drugi opowiedział swoje przygody wujowi, Gustafowi Osterlindowi, jedynemu żyjącemu krewnemu. Odkąd wyłowiono go w pobliżu Antarktydy miał dość czasu na refleksje nad swoją dziwną podróżą i chciał teraz przekonać wuja, by sfinansował ekspedycję do „świata wewnętrznego”.

Początkowo myślałem, że popiera mój projekt. Wydawał się zainteresowany i poprosił, abym poszedł z nim do jakichś urzędników i opowiedział im - tak jak jemu o mojej podróży i odkryciu. Proszę sobie wyobrazić mój zawód i przerażenie, kiedy po zakończeniu mojej opowieści wuj podpisał jakieś papiery i bez ostrzeżenia zamknięto mnie w szpitalu dla umysłowo chorych. Miałem tam spędzić dwadzieścia osiem długich, nudnych i strasznych lat.

Według relacji Jansena wypuszczono go ze szpitala w październiku 1862 roku. W międzyczasie jego wuj umarł i Olaf Jansen był teraz zupełnie sam na świecie. Liczył sobie ponad 50 lat, nie miał przyjaciół, a w jego dokumentach odnotowano, że przeszedł chorobę umysłową. Cóż innego mógł zrobić, jak wrócić na morze?
Przez następne dwadzieścia siedem lat pracował jako rybak, poświęcając wolny czas na poszukiwanie dowodów na to, iż jego przeżycia w Pustej Ziemi nie były jedynie snem.

Zgromadził kolekcję książek o wyprawach polarnych, zrobił mnóstwo notatek i z trudem narysował mapy. Lecz przez cały ten czas nikomu nie opowiedział o swojej dziwnej podróży. W roku 1889 Jansen, który wtedy miał dobrze po siedemdziesiątce, sprzedał swój statek i postanowił wyemigrować do Ameryki, by spędzić resztę życia w cieplejszym klimacie. Przez dwanaście lat mieszkał spokojnie w Illinois, zanim 4 marca 1901 roku przeniósł się do Glendale w Los Angeles. Datę tę dobrze zapamiętał jako dzień rozpoczęcia drugiej kadencji prezydenta McKinleya. Zamieszkał skromnie w niewielkiej posiadłości spędzał czas na pielęgnowaniu kwiatów i kilku drzew figowych do dnia, kiedy spotkał Willisa George'a Emersona. Emerson (1856-1918) był powieściopisarzem.

W 1907 roku przeniósł się do Los Angeles wraz ze swoją żoną Bonnie, by pracować w rodzącym się przemyśle filmowym. Jako popularny autor westernów wyczuł, że zapowiada się zapotrzebowanie na tego rodzaju scenariusze po wielkim sukcesie The Great Train Robbery (Wielki napad na pociąg), którego akcja toczyła się na Dzikim Zachodzie, a wyświetlanym w 1903 roku. Była to dobra decyzja, gdyż w 1907 roku Gilbert Anderson, gwiazdor z The Great Train Robbery, stworzył Brancho Billy'ego - prawdopodobnie pierwszą słynną postać w dziejach kina - w serialu filmowym The Bandit Makes Good (Nawrócenie bandyty). Miał to być pierwszy z ponad czterystu odcinków o tym kowboju, a oznaczało to serię umów z pisarzami takimi jak Willis Emerson.

Mimo że Emerson i jego żona mieszkali zaledwie parę przecznic dalej od Olafa Jansena, autor scenariuszy dopiero stopniowo zaczął zauważać siwowłosego starca, gdy mijał go idąc do studia filmowego i wracając do domu. Często widywał Jansena w ogrodzie, ale starzec przez większość czasu wydawał się pogrążony w myślach, jak uświadomił to sobie później Emerson. Jednakże pewnego wiosennego poranka pomachał mu wesoło ręką i w ten sposób narodziła się przyjaźń, która później stała się partnerstwem literackim. Emerson napisał:

Niebawem przekonałem się, że mój nowy znajomy jest niezwykłym człowiekiem, inteligentnym i wykształconym w godnym podziwu stopniu. Ponieważ dopiero w późniejszym okresie swego długiego życia zatopił się w lekturze, nauczył się spędzać długie godziny pogrążony w głębokim zamyśleniu. Zachęcałem go do rozmowy i w następnych dniach i tygodniach dobrze poznałem Olafa Jansena, który po trochu opowiedział mi historię tak zdumiewającą, iż jej rozmach rzucał wyzwanie rozsądkowi i wierze. Ten starzec zawsze mówił tak żywo i szczerze, że oczarowały mnie jego dziwne opowieści.

Jansen pokazał też Emersonowi swoje notatki i mapy, w których zapisał i narysował każdy zapamiętany szczegół z podróży do "świata wewnętrznego". Wciskając je pisarzowi w ręce powiedział, zostawiam je panu, jeśli obieca mi pan, że ofiaruje je światu. Pragnę, by ludzie poznali prawdę, gdyż wtedy wyjaśnione zostaną wszystkie tajemnice dotyczące pokrytej lodem Północ.

Mimo pewnych zastrzeżeń, Emerson wyraził zgodę i w rezultacie powstała książka The Smoky God: or A Voyage to the Inner World (Zadymiony bóg, albo podróż do świata wewnętrznego) opowiedziana własnymi słowami przez Olafa Jansena. Emerson przekazał ją swoim wydawcom, Forbes & Company, w Chicago. Książka została opublikowana na wiosnę 1908 roku, ale, niestety, Olaf Jansen umarł kilka tygodni wcześniej. Tym razem jednak nie musiałby być narażony na szyderstwa lub ryzyko szpitala dla psychicznie chorych.

W swoim wstępie do wspólnego z Jansenem dzieła Emerson przyznał, że wielu czytelników nie będzie chciało uwierzyć w tę historię - tak jak on sam. Mimo że treść tej książki nie zgadza się z kosmograficznymi rękopisami z przeszłości", napisał":

”…można na nich polegać jako na zapisie tego, o czym Olaf Jansen twierdzi, że zobaczył na własne oczy. Istnieje prastare porzekadło, że «prawda jest dziwniejsza od fikcji» i jeśli o mnie chodzi, sprawdziło się co do joty, gdy pisałem tę książkę."

Świat wewnętrzny według Olafa Jansena i niektóre naukowe dowody świadczące o prawdziwości teorii pustych planet


Olaf Jansen miał bardzo dużo czasu na rozmyślania i wyciągnięcia wniosków ze swojej niezwykłej przygody. Dużo czytał i na podstawie własnych badań oraz opowieści Tybetańczyków uważa:

…że mamy wewnątrz świat taki jak nasz, a po środku próżni zawieszone jest wewnętrzne słońce, które energie pobiera z nuklearnej fuzji. Słońce to może mieć od 300 do 600 mil średnicy i jest na tyle ogromne, aby dawać dostatecznie dużo światła. To malutkie słońce może chwiać się wokół centrum próżni. Z uwagi na zachodzące procesy nuklearne, generuje ono pole magnetyczne, podobnie jak Słońce w naszym układzie planetarnym. To pole magnetyczne może przenikać poprzez bieguny północy i południowy.

…Kompas na statku płynącym po wodach zewnętrznego świata zawsze wskazuje północ [N], w momencie zbliżania się do otworu kompas zacznie wskazywać "dół"! (wskazówka będzie wychylała się do dołu), jeżeli fizycznie nie obrócimy kompasa do pozycji pionowej zacznie się on kręcić dookoła (mówi się, że kompas zwariował). W miarę wpływania statku do wewnętrznego świata, w momencie kiedy już będziemy po drugiej stronie, kompas powróci do normalnego stanu. Będzie nadal wskazywał północ [N], podczas gdy tak naprawdę będzie to już południe.

…Ruch obrotowy Ziemi, nie jest perfekcyjnie stały, z uwagi na to, że Ziemia przyspiesza i zwalnia w swoim ruchu. Z tego powodu wewnętrzne słońce, może kołysać się (jak pasażer w autobusie). Zapytacie, jak to możliwe, że wewnętrzne słońce znajduje się ciągle w samym centrum kuli ziemskiej i nie spadnie na wewnętrzną powierzchnię. Przecież z uwagi na to, że dygocze w jej wnętrzu co jakiś czas zbliża się do powierzchni wewnętrznej Ziemi bardziej lub mniej. Z tego powodu grawitacja powinna przyciągnąć słońce, a te spadłoby doprowadzając do ogromnej katastrofy. Istnieje teoria tzw. "repulsji światła" (oddziaływania świetlnego) która głosi, że promieniowanie świetlne jest ściśle związane z siłą grawitacyjną. Zatem promieniowanie wewnętrznego słońca oddziaływuje na wewnętrzną powierzchnię.

…W przypadku gdyby wychylone słońce zbliżyło się za bardzo do jednej z powierzchni, siła grawitacji została by zrównoważona przez oddziaływanie świetlne, które w tym miejscu byłoby większe za sprawą mniejszej odległości od słońca do powierzchni. Słońce szybko powróciłoby do dawnej pozycji.

Według zwolenników tej teorii, światło wewnętrznego słońca, przenika przez otwory na biegunach. Od czasu jednak, gdy otwory te, ze względu na oblodzenie, są bardzo małe, nie zdarza się to często.

Podobnież w latach 1686 i 1833 astronomowie mogli także zaobserwować światło wydostające się przez oba bieguny Wenus...

Według najnowszych badań naukowych, istnieją błędy w wyliczeniach związanych z powstawaniem zórz polarnych. Sugeruje się, że Słońce naszego Układu Słonecznego nie jest przyczyną powstawania zorzy polarnej. Aby powstała zorza, Ziemia nie odbiera dostatecznej ilości cząsteczek promieniowania słonecznego w górnych warstwach atmosfery.

A więc dlaczego istnieje to niezwykle widowiskowe zjawisko na Ziemi?

Zorze powstają, ale w sposób naturalny i wyłącznie na biegunach, z powodu promieniowania wewnętrznego słońca.

Jeśli zgodnie z oficjalną nauką, Słońce ma być przyczyną tworzenia się zórz, to dlaczego zorze nie powstają w innych miejscach na Ziemi, a tylko w pobliżu biegunów? Przecież najbardziej oświetlony przez Słońce jest równik…

Najnowsze badania dowodzą, że na razie tylko "słońca" wywołują pola magnetyczne, a nigdy normalna materia. Chyba, że planeta z wychłodzonym wewnętrznym słońcem jest silnie namagnesowana, ze względu na posiadane w sobie rudy i materiały o dużej przenikalności magnetycznej.

A więc można sądzić, że jest to zjawisko powszechne w naszym Układzie Słonecznym oraz w całej Galaktyce…


Zorze na biegunach Jowisza



Zorze na biegunach Saturna



Zorza na Uranie i na Ziemi


Zdjęcia wykonane w ultrafiolecie przez teleskop Hubble, ukazują zorze polarne na planetach naszego układu. Oczywiście tylko na biegunach...
Dodatkowo w miejscach tych zarejestrowano podwyższoną temperaturę i naukowcy nie wiedzą co jest tego powodem. Tylko co z badaniami sejsmologicznymi, które przeczą teorii pustej Ziemi? Chyba nie jest to mile przyjmowane przez ortodoksyjnych naukowców przyzwyczajonych do ustalonych reguł propagowania jedynej prawdy, bezpiecznej i nie rujnującej oficjalnych teorii.

Oficjalny model struktury budowy Ziemi i teorie wewnętrznej pustej przestrzeni


Obecnie uznaje się, że wnętrze naszej planety zbudowane jest z kilku koncentrycznych sfer: zewnętrznej skorupy, rozciągającej się w głąb Ziemi od 5,5 do 7 km pod dnem oceanów i od 20 do 70 km w głąb pod kontynentami; tak zwanego płaszcza Ziemi, rozciągającego się na głębokość 2900km; zewnętrznego jądra ciekłego żelaza z niklem dochodzącego do głębokości 5150 km; oraz z wewnętrznego jądra litego żelaza z niklem o promieniu około 1220 km.

Badania sejsmicznych fal spowodowanych trzęsieniami ziemi sugerują, że istnieją dwa główne typy fal sejsmicznych. Fale południkowe typu P i fale poprzeczne typu S. Fale P mogą podróżować przez litą skałę, ciecze i gazy, podczas gdy fale S mogą rozchodzić się tylko w ośrodkach litych.

Fale sejsmiczne powstałe na skutek trzęsień ziemi nie docierają do pewnych obszarów na przeciwległej stronie globu. Fale typu P rozchodzą się tylko do 103 stopnia kątowego, około 11 500km od epicentrum, a powyżej 103 stopnia zanikają i nie są rejestrowane przez sejsmografy. Przy wartości kąta 142 stopni, około 15 500km od epicentrum fale te pojawiają się ponownie na wykresach. Region, w którym fale zanikają nazywany jest "Strefą Cienia". Uważa się, że fale typu P zanikają w "strefie cienia", z uwagi na to, że są załamywane przez jądro planety. W przypadku fal typu S, "strefa cienia" jest dużo większa niż w przypadku fal P. Fale S nie są rejestrowane nigdzie indziej poza 103 stopniem kątowym od epicentrum trzęsienia ziemi. Oznacza to, że fale S nie potrafią przejść przez środek Ziemi, dlatego założono, że zewnętrzny obszar jądra jest ciekły, a przynajmniej zachowuje się jak ciecz - przez którą fale S nie potrafią przenikać. Z kolei fale P załamujące się w centrum planety mają świadczyć o istnieniu wewnętrznego litego żelaznego jądra.

Tak wygląda w skrócie model litej Ziemi, oparty na wnioskach z badań sejsmologicznych. Konserwatyzm uczonych nie dopuszcza żadnych innych rozwiązań, choćby były oparte na solidnych modelach komputerowych i wieloletnich badaniach. Stosuje się tu znany w innych dziedzinach nauki „filtr”, który kategorycznie odrzuca nowe spojrzenia na już ustalone teorie, ignorując je milczeniem lub blokując drwinami dostęp do ogólnej dyskusji i zmian.

Okazuje się, ze są co najmniej dwa inne modele oparte na tych samych badaniach sejsmicznych, które właśnie dopuszczają wariant pustej w środku Ziemi.

Model sejsmologiczny i jego dopasowanie do teorii pustej Ziemi znakomicie zobrazował Jan Lamprecht. Urodzony w Republice Zimbabwe, aktualnie mieszkający w Johannesburgu w Afryce Południowej, Jan Lamprecht opracował aż dwa modele Ziemi spełniające w zadowalający sposób sejsmologiczne wymagania.

W powyższym modelu gęstość, ciśnienie i temperatura wzrasta tylko do pewnej głębokości, aby po jej przekroczeniu spadać. Model ten zakłada istnienie ogromnej pustej przestrzeni wewnątrz planety. Sposób zmian gęstości i ciśnienia ma bezpośredni wpływ na rozchodzenie się fal sejsmicznych, które w tym modelu zachowują się tak samo jak w modelu obecnym, ale z pominięciem faktu istnienia jądra ciekłego lub litego.


Powszechnie uznawany lity model Ziemi


Strefy rozchodzenia się fal P i S w modelu oficjalnym (oznaczono również "Strefy cienia")



Sejsmologiczny model z „większą pustą przestrzenią”,
który najbardziej pasuje do przekazów Olafa Jansena
i innych przypadkowych gości na wewnętrznym kontynencie naszego globu.

Poniżej jest przedstawiony inny, mniej atrakcyjny model Jana Lamprechta… bo z mniejszą pustą przestrzenią.


Sejsmologiczny model pustej Ziemi „z mniejszą przestrzenią”


Do modelu pustej Ziemi doskonale dopasować możemy najnowsze wyniki badań odwiertowych, pomimo, że odwierty osiągnęły zaledwie kilka lub kilkanaście kilometrów. Po prostu badania te wprowadziły zamęt wśród geologów, gdyż wyniki nie zgadzają się z modelem litej Ziemi. Natomiast świetnie pasują do założeń Jana Lamprechta. Niestety, mimo publikacji w Internecie i w czasopismach naukowych, żaden naukowiec nie zdobył się na reakcję i na chęć przedyskutowania tego tematu z tym wnikliwym badaczem…

Struktura wewnętrznej budowy Ziemi według innych badaczy


Według Raymonda Bernarda autora książki z 1979 roku - "Pusta Ziemia", nasz świat jest pusty, a Ziemia to tylko skorupa o grubości około 1280 km. Występują w niej dwa otwory, jeden na północnym a drugi na południowym biegunie. Każdy otwór ma 2240 km!
W centrum planety, nie ma żelaznego jądra, a znajduje się tam tzw. wewnętrzne słońce, które o średnicy 960 km jest w odległości 4600 km od wewnętrznej strony Ziemi. Średnica spadku powierzchni Ziemi na otworach ma 1900 km, a więc człowiek nie jest w stanie wychwycić tej krzywizny w otworze.

Ziemia posiada trzy światy… Pierwszy to świat na zewnętrznej stronie Ziemi. Drugi to świat wewnątrz globu, w zewnętrznym płaszczu skorupy, gdzie znajduje się ogromna liczba tuneli, jaskiń a nawet podziemnych miast. Trzeci świat znajduje się wewnątrz Ziemi.

Jak działa grawitacja? Dla ludzi, którzy żyją na zewnątrz Ziemi grawitacja ciągnie ich w dół, a więc do powierzchni. Dla ludzi, którzy żyją wewnątrz skorupy, im bliżej są oni jej centrum tym mniejszy grawitacja ma na nich wpływ. W samym centrum skorupy, siły grawitacyjne znoszą się całkowicie. W końcu dla ludzi żyjących po wewnętrznej stronie Ziemi grawitacja i sposób jej oddziaływania jest taki sam jak dla nas.

Czemu nie możemy zauważyć spadku wchodząc do jednego z otworów Ziemi? Wewnątrz Ziemi znajduje się wewnętrzne słońce, zatem istnieje tam dzień przez 24 godziny na dobę, znajdują się tam podobnie jak po naszej stronie, ogromne połacie lądów oraz wody. Wewnątrz Ziemi jednak wibracje i energia maja większą
częstotliwość. Niektórzy twierdzą, że świat tam ma czwartą gęstość…


Tak wygląda mapa wewnętrznego świata Ziemi według Raymonda Bernarda


Wewnętrzne cywilizacje Ziemi


Historię Olafa Jansena, jak wcześniej wspomniałem, opisał Willis Emerson w biografii pt. "The Smoky God". Olaf żył przez blisko dwa lata w jednej z kolonii sieci Agharty, o nazwie "Shamballa the Lesser". Mimo niezwykłości tej historii myślę, że nie bez znaczenia jest przedstawienie w skrócie opisu podziemnego świata prze Olafa Jansena, w oparciu o dodatkowe przekazy tybetańskich mnichów. Muszę zaznaczyć, że pewne szczegóły tego opowiadania zgadzają się z niektórymi ezoterycznymi przekazami o cywilizacji Agharty i choćby z tego powodu nie można je całkowicie odrzucić.

Agharta i Shamballa

Miasto Shamballa the Lesser jest siedzibą rządu podziemnego świata, który stanowi jakby jeszcze jeden, lecz wewnętrzny kontynent. Są też podległe jej kolonie jako zamknięte ekosystemy, pod skorupą Ziemi. Wszystkie miasta, w ilości około setki, w sieci Agharty są fizyczne. Stworzona tu, ta niezwykła cywilizacja od tysięcy lat żyje pod ziemią z dwóch powodów.

Pierwszy powód to geologiczne zmiany na wskutek kataklizmów wywołanych przez Nibiru i inne ciała niebieskie, a drugi to wojny między prehistorycznymi mocarstwami o dominację nad światem zewnętrznym, w wyniku których nie tylko zostały wywołane zmiany geologiczne Ziemi, lecz powstało także zatrucie środowiska śmiercionośnym promieniowaniem. Wędrówka pod ziemię niektórych populacji rozpoczęła się około 100 tysięcy lat temu. Następna migracja do wnętrza Ziemi nastąpiła około 50 000 lat temu, po użyciu przez Atlantów promieni śmierci przeciw olbrzymim zwierzętom i naruszeniu ziemskiego środowiska. Potem, około 25 000 lat temu, po zniszczeniu kontynentu Mu, i około 12 500 tysięcy lat temu po zapadnięciu się w ocean Poseidii, nastąpiły dalsze ucieczki niedobitków. Ostatnie zejścia do wewnętrznej krainy nastąpiły po zniszczeniu firmamentu i napromieniowaniu Ziemi z Kosmosu oraz radiacji powstałej z powodu Piramidowych Wojen.

Sahara, Gobi, australijskie odludzia i pustynie Stanów Zjednoczonych, to tylko kilka przykładów zniszczenia i zagłady. Podziemne miasta zostały stworzone jako schronienie dla ludności oraz dla świętych zapisów, nauki i technologii pielęgnowanych przez te starożytne kultury.

A oto niektóre domniemane miejskie ośrodki wewnętrznego świata:

1. Posid, stanowiący główny ośrodek Atlantów, zlokalizowany pod Mato Grosso - region Brazylii. Populacja 1,3 miliona.
2. Shonshe, schronienie dla ujgurskiej kultury, odłamu cywilizacji Mu, która zdecydowała się na założenie własnych kolonii 50 000 lat temu. Jak wiemy wtedy to władze Mu postanowiły na własne nieszczęście nadać większą niezależność swym koloniom. Atlantyda stała się później największym wrogiem Imperium Matki. Wejście do tego miasta jest chronione przez Lamów. Populacja 750 000
3. Rama, pozostałość po naziemnym mieście Rama, zlokalizowanym w Indiach blisko Jaipuru. Mieszkańcy są znani jako posiadający hinduskie cechy. Populacja sięgająca około 1 miliona.
4. Shingwa, pozostałość północnej migracji Ujgurów. Zlokalizowane na granicy między Mongolią a Chinami, wraz z małym podrzędnym miastem w górze Lassena w Kalifornii - Telos. Telos w wolnym tłumaczeniu znaczy "kontakt z duchem". Populacja, około 1,5 miliona.

Ludność Agharty posługuje się wspólnym językiem zwanym „Solara Maru”, czyli Słonecznym Językiem. Natomiast poszczególne miasta porozumiewają się w swoich dialektach, niekiedy dość różniących się.

Rząd stanowi Rada Dwunastu, składająca się w połowie z mężczyzn i w połowie z kobiet. Razem z RA i RANA MU, rozwiązują problemy i służą jako przewodnicy i strażnicy ludności.

Sieć miast Agharty jest skomputeryzowana i prawie każda dziedzina życia jest wspomagana tymi urządzeniami opartymi o nieznany nam system aminokwasów. Wszystkie podziemne miasta połączone są ze sobą siecią łączności energii duchowej. System monitoruje wewnętrzne miasta i zapewnia komunikację z Galaktyką, podczas gdy równocześnie zapewnia realizację potrzeb indywidualnych każdego domostwa. Sieć zapewnia np. możliwość raportowania o brakach minerałów czy witamin w ciele lub gdy to konieczne przekazuje istotne informacje z Kroniki Akaszy - wykorzystywane dla osobistego rozwoju jednostki.

Podobnie jak to było na kontynencie Mu, tak i w podziemnym świecie w gospodarce nie posługuje się pieniędzmi. Wszyscy mieszkańcy mają zapewnione podstawowe potrzeby. Istnieje wysokiej klasy system wymiany barterowej…

Transport między miastami jest zrealizowany poprzez ruchome chodniki, wielopoziomowe windy i elektromagnetyczne sanie. Także jest wykorzystywana t.z.w. "Tuba", w postaci elektromagnetycznego systemu kolejek zdolnych poruszać się z prędkością powyżej 4000 km/h. Aghartianie należą do Galaktycznej Federacji, która ma nad ich cywilizacją zwierzchnictwo. Udoskonalili oni podróże kosmiczne i posiadają zdolność do przesunięć, czyli skoków międzywymiarowych.

Jeśli chodzi o rozrywkę, istnieją tak jak na powierzchni ziemi teatry, koncerty i szeroki wachlarz sztuki. Ale także wysoka i niezwykła dla nas technologia umożliwia podziemnym mieszkańcom korzystanie z systemów rozrywkowych typu holodecks, które umożliwiają wybór filmu lub rozdziału w historii i stanie się jego częścią. Jeśli ktoś oglądał filmy „Star Trek”, będzie miał zbliżony pogląd na tą wirtualną technologię.

Ludzie Agharty są podobni do nas, lecz rozmnażają się w innym cyklu. Ciąża trwa 3 miesiące, a poród dzięki wysokiemu poziomowi medycyny jest bezbolesny. Planowanie potomka jest świętym procesem, na mocy którego, kobieta przed poczęciem udaje się do świątyni na trzy dni. Tam jest zawarta umowa z duszą przyszłego dziecka, która musi zaakceptować przyszłych rodziców. Dziecko jest natychmiast witane piękną muzyką, pozytywnymi myślami i myślokształtami. Standardem są porody odbywające się w wodzie w towarzystwie obojga rodziców.

Wewnątrz Ziemi żyją różne rasy różniące się nie tylko kolorem skóry, ale i wzrostem. Z uwagi na kulturowe różnice, średni wzrost mieszkańca wewnętrznego świata waha się, np. w Telos, między 2-2,2 m, a w Shamballi do prawie 3,5 m..

Społeczeństwo Agharty nie zna śmierci. Starość też nie istnieje. Większość mieszkańców Agharty wybiera wygląd w wieku pomiędzy 30 a 40 rokiem i taki zostaje zachowany. Praktycznie mieszkańcy mogą żyć tysiące lat. Poprzez brak wiary w śmierć, społeczeństwo nie jest przez nią ograniczone. Po wypełnieniu życiowych celów, na życzenie, ma miejsce reinkarnacja i wybór nowej inkarnacji w nowym ciele.

Podziemne społeczeństwo nie zna wojen, od których zresztą uciekło do wnętrza Ziemi.
Wciąż zamieszkują swój podziemny świat, ponieważ nauczyli się bezsensu przemocy. Czekają cierpliwie, aż my sami wyciągniemy wnioski i dojrzejemy do takiego poziomu. Jest to bardzo subtelna kultura, która jest bardzo wrażliwa nawet na nasze negatywne myśli. Wyrządzają one im psychiczną krzywdę, przez obniżanie wibracji, w której żyją. Podobnie jak przedstawiciele innych kosmicznych cywilizacji żyjących w nieco wyższych wibracjach, źle odbierają niekontrolowane emocje Ziemian i sami popadają w stan przygnębienia i strachu. Sekret ich istnienia jest ich ochroną. Aż do dziś, prawda o ich istnieniu jest wielką tajemnicą, którą znają nieliczni mnisi i wysoce rozwinięci duchowo Ziemianie.

Kiedy nam się ujawnią…? W ochronie wibracji i tajemnicy ich istnienia, możliwość wejścia do wewnętrznego świata zależy od czystości intencji i naszej zdolności do pozytywnego myślenia. Jest to przywilej dany nielicznym, którzy oprócz entuzjazmu odkrywcy muszą posiadać także uczciwość i zrównoważone emocje.

Aby utrzymać wiedzę o poziomie rozwoju Ziemian, grupa kilkuset odważnych Aghartian wciąż przebywa na jej powierzchni. Aby byli oni podobni do ludzi na powierzchni planety, zostali poddani tymczasowej przebudowie genetycznej. Swym wyglądem czy wzrostem nie wzbudzają sensacji, ponieważ fizycznie nie różnią się od innych ludzi. Jedynie ich łagodność, wrażliwość i zrównoważenie są cechami, dzięki którym można ich rozpoznać. Posiadają także nieco tajemniczy akcent.

Mieszkańcy Agharty żyjąc odizolowani od Ziemian osiągnęli punkt, od którego nie mogą już rozwijać się samodzielnie duchowo, bez połączenia całej cywilizacji ziemskiej. Jest tylko jedna planeta i jej połowa nie może dłużej być oderwana od całości. Uważają, że takie połączenie populacji będzie możliwe za około 10 do 20 lat. Jak na razie mieszkańcy mają swojego przedstawiciela do przygotowania drogi połączenia dwóch światów. Jest nią księżna Sharula Aurora z Telos, córka RA i RANA MU. Ma 267 lat, choć wygląda na 30.

Opracowali: Wojciech i Paweł Musiał
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Komentarze
dungeons and dragons
 
nicki dnia 11 maj 2009 00:54
Jest problem świecenia się we wnętrzu trąby powietrznej.
Zachodzą tam zjawiska które mogą a nawet powinny być podobnedo jawisk z wirowaniem Ziemi WTrąbie powietrznej tworzy się rura gdzie już nie pchają się przedmioty wirujące w powietrzu w trąbie a w środku tej rury powstaje, trwa wyłoadowanie elektryczne dajace wiele kolorów. Tak przynajmniej wynikało z któregoś filmu o trabach powietrznych, oczywiście w powtórce tego filmu ta kwestia ze ktoś przeżył w jakimś dołku jak przeleciało nad nim oko trąby powietrznej zostało to wycięte.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Dodaj komentarz
dungeons and dragons
 
Zaloguj się, żeby móc dodawać komentarze.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Oceny
dungeons and dragons
 
Dodawanie ocen dostępne tylko dla zalogowanych Użytkowników.

Proszę się zalogować lub zarejestrować, żeby móc dodawać oceny.

Brak ocen.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Logowanie
dungeons and dragons
 
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Ostatnie Artykuły
dungeons and dragons
 
Table of contents GR I
Introduction to GR 1...
Światy równoległe
Czy „zło”...
Znamię Bestii
 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

dnd, d&d
Shoutbox
dungeons and dragons
 
Tylko zalogowani mogą dodawać posty w shoutboksie.

AndrzejBJ
26-06-2017
Posiadam wszystkie 3 części Galaktycznej Rodziny. Czy są jeszcze inne wydania w zakresie tej tematyki?

Hormann
05-04-2013
http://bramy.neteasy.pl smiley

nick
30-10-2011
znajduje się też opis książki "Galaktyczna rodzina czyli bardzo starożytna historia ludzkości". Gratulacje i życzę dalszych sukcesów smiley

nick
30-10-2011
hej! Chciałam poinformować że obie Twoje książki znajdują się w pierwszej 10-tce najlepiej sprzedających się książek w księgarni-galerii "Nieznany świat" smiley Na okładce (na ostatniej stronie)

 
isa, dnd.rpg.info.plwotc, ogl

Copyright © wojmus
E Z O T E R Y K A

Załóż : Własne Darmowe Forum | Własną Stronę Internetową | Zgłoś nadużycie